Jestem w tej organizacji na tyle długo, że zdarzyło mi się widzieć różne rzeczy. Miałem jednak nadzieję, że pewne kwestie już nie wrócą. A jednak znowu byłem zbyt naiwny.

Kto tu rządzi?

Kiedy piszę te słowa, jest już pewne, że Związek Harcerstwa Polskiego czeka zjazd nadzwyczajny. Dlaczego? Tego właściwie nie wiemy i to jest właśnie jeden z bardziej żenujących elementów tej sytuacji. Ale wyjaśnijmy wszystko po kolei.

W ZHP, jak w większości tego typu organizacji, najwyższą władzą jest ZJAZD. To wydarzenie na którym przedstawiciele wszystkich członków (wszyscy by się nie zmieścili na sali obrad), zwani delegatami, podejmują najważniejsze decyzje, a także wybierają władze na następne cztery lata. I jak to zwykle bywa nie każdemu taki wybór się podoba. Ale to jeden z charakterystycznych elementów demokracji – trudno, nie zawsze wygrywają ci, którzy są po naszej myśli. Należy uznać, że większość członków chciała tak, a nie inaczej.

W normalnej sytuacji wybrane władze mają cztery lata by się wykazać. Cztery lata później delegaci oceniają, czy im się udało czy nie głosując na nich ponownie (jeśli będą chcieli jeszcze raz kandydować) lub też nie.

Ale cztery lata to dość spory okres – co w przypadku gdy w trakcie kadencji okazuje się, że coś idzie bardzo nie tak? Wtedy uruchamia się różne instrumenty nadzwyczajne, które mogą taką kadencję przerwać. Ja porównuję to do hamulca awaryjnego w pociągu – używa się go rzeczywiście wtedy, gdy jest taka konieczność.

No właśnie.

Baroni chorągwiani

Zanim przejdziemy dalej, kilka słów wstępu. Kiedy byłem młodym, dwudziestoletnim instruktorem, często mówiło się o „baronach chorągwianych”. To żartobliwe określenie komendantów chorągwi, czyli mówiąc językiem nieharcerskim, szefów regionów. Nie chcę teraz oceniać poszczególnych osób, dość tego że mówiło się o nich jako o największym „betonie” – niektórzy trwali na stanowiskach przez dekady, niczym działacze PZPN, niektórzy kręcili na boku niezłe „lody”. A większość z nich prowadziła różne gierki próbując wpływać na wyniki wyborów. Tak, jeszcze niedawno było całkiem oczywiste, że komendanci chorągwi wpływali mocno na głosy delegatów ze swoich chorągwi. Czy tak być powinno? To chyba oczywiste, że nie.

Kiedy po ośmiu latach przerwy wróciłem do ZHP, zastałem inną organizację – kadencyjność spowodowała, że stare pokolenie odeszło, a komendanci mocno się wymienili na nowe pokolenie. Co więcej, obserwacje zjazdów upewniły mnie w tym, że delegaci odzyskali umiejętność samodzielnego podejmowania decyzji, a organizacja – klarowność zarządzania.

Bo to chyba dość jasne, że najważniejsi są szeregowi członkowie i instruktorzy liniowi – drużynowi, czy szczepowi, a wszystko co jest „powyżej” jest tak naprawdę „poniżej”. Tak, wszystkie wyższe funkcje mają tylko służyć, choć nazwa „komendant” może być nieco myląca i niektórym może się wydawać, że rzeczywiście dowodzą niczym w wojsku. Ale temu należy się osobny tekst – wróćmy do sytuacji w ZHP.

Okazało się jednak, że nie do końca. Bo choć oczywiście nie mówię o wszystkich komendantach i komendantkach, to część z nich znowu próbuje bawić się w politykę i manipulować sytuacją w harcerstwie. Dlaczego tak mocne słowa?

Hamulec został uruchomiony

Jedną z podstawowych zasad w organizacjach tego typu jest transparentność. Tłumaczenie swoich decyzji – jeśli którekolwiek ciało je podejmuje, powinno jasno i klarownie wytłumaczyć członkom dlaczego postąpiło tak, a nie inaczej. Bo gdy tego nie ma, zaczyna się bagno.

Kilka tygodni temu, w dość krótkim odstępie czasu (co sugeruje dość jasno wspólne działanie), kilka komend chorągwi podjęło uchwały o zwołaniu zjazdu nadzwyczajnego. Czyli pociągnięciu hamulca bezpieczeństwa. To ruch mówiący „w ZHP dzieje się tak źle, władze są tak nieudolne, że nie możemy czekać aż do zjazdu, chcemy wybrać nowe”.

„Wow, dlaczego? Co się stało?” – mówią zaskoczeni członkowie. Ale niestety odpowiada im głucha cisza. Gdyż nikt, kompletnie nikt nie jest w stanie wyjaśnić im powodów. „BO TAK.” I niezależnie od powodów (których muszę się domyślać i zaraz przedstawię moje hipotezy) już sam fakt niepodawania uzasadnienia jest ŻENUJĄCY. To ruch w stylu „po co wam to wiedzieć, nie wtrącajcie się, my tu lepiej wiemy co dla związku dobre”. Jako instruktor czuję się osłupiony i zażenowany.

NALEŻY SIĘ NAM JASNE WYTŁUMACZENIE.

Po prostu. W innym wypadku nie pozostaje nic innego, jak myśleć, że hamulec bezpieczeństwa nie został pociągnięty z ważnego powodu. W pociągu jest z tego powodu kara. A u nas?

Wyobraźcie sobie, że zanim pociąg rusza, odbywa się głosowanie, czy ma jechać do Gdańska, Krakowa czy Poznania. Wygrywa Gdańsk, ale grupa będąca za Krakowem w połowie drogi ciągnie za hamulec. Bo tak. Bo im się to nie podoba. Nie podając żadnego powodu.

To dlaczego?

Ok, dlaczego więc część komendantów pragnie odwołania obecnej Głównej Kwatery? Przyklaskują im inni członkowie władz takich jak Centralna Komisja Rewizyjna, czy część innych instruktorów? Możemy się tego jedynie domyślać, co obecnie zrobię. Zaznaczam, że to jedynie moje gdybanie – gdybyście drogie komendy zachowały się fair i podały przyczyny, nie musiałbym tego robić.

Powód #1 – Różnice światopoglądowe

To mój najsilniejszy domysł, zresztą potwierdza to mnóstwo obserwacji. Postaram się krótko, choć to temat rzeka. Otóż mówiąc najoględniej, zaostrzający się obecnie w Polsce spór światopoglądowy między liberałami i konserwatystami nie mógł ominąć ZHP. Owszem, ZHP powinno trzymać się z dala od „polityki” ale my błędnie nazywamy światopogląd polityką. Trzeba wreszcie uświadomić sobie, że nasze społeczeństwo (jak prawie każde na świecie) składa się z osób o poglądach konserwatywnych i takich o poglądach liberalnych. To oczywiście nie są dwa zbiory, a całe spektrum, ale trudno temu zaprzeczyć. I tak będziemy mieli osoby postępujące dokładnie według wytycznych biskupów, czy broniących „tego co było” i innych tradycyjnych wartości, a także tych, którzy pragną szeroko rozumianych zmian i uważają, że lepsze dopiero nadejdzie, a świat nie dąży do upadku.

To w harcerstwie spór dość ostry, bo choć z jednej strony skauting (szczególnie w polskim wydaniu) może wydawać się konserwatywny, to prawdę mówiąc wiele jego idei zupełnie takimi nie było. To znacznie wykracza poza kilka akapitów, napisze o tym kiedyś dłuższy tekst. Krótko mówiąc niektórym instruktorom nie mieści się w głowie, że na zlocie w Gdańsku przebywał Robert Biedroń i że gdzieś tam koło lilijki pojawiła się tęczowa flaga. Cóż, druga strona nie może zdzierżyć hołubienia przez niektóre środowiska patronów dość mocno zanurzonych w nurt niemalże nacjonalistyczny.

Czy to ten powód? Nie wiem. Wiem natomiast że znani mi konserwatywni instruktorzy cieszą się na myśl zmiany władzy właśnie z tego powodu.

Powód #2 – Różnice harcopoglądowe 😉

Podział na różne nurty dotyczy też samego harcerstwa i nie jest to sytuacja nowa. Pomysłów na harcerstwo zawsze było dużo i nie wszystkie wizje się pokrywały. Po zlocie w Gdańsku pojawiło się mnóstwo głosów że był „nieharcerski”, o czym zresztą już pisałem na łamach tego bloga. Obecne naczelnictwo moim zdaniem dość sprawnie łączy oba nurty, stawiając zarówno na kolorowe, wesołe harcerstwo jakie było widać w Gdańsku z niezliczoną ilością apeli, capstrzyków czy innych wizyt pod pomnikami. Ale być może nie według wszystkich.

Powód #3 – Złoty pociąg

Kolejna legenda, która krąży (a trudno mi ją ocenić, więc nazywam to legendą) to legendarne pieniądze z ROHiS-u. To Rządowy Program Wsparcia Rozwoju Organizacji Harcerskich i Skautowych, według słów które słyszałem z jednej, czy drugiej strony, część chorągwi ma „chrapkę” na kasę z tego właśnie źródła. Ale jak mówię – to kompletnie nie mój obszar, więc przytaczam jedynie to co się mówi (gdybyście napisali uzasadnienie, to nie musielibyśmy powtarzać takich opowiastek, prawda? 🙂

Powód #4 – Teraz my!

Kolejny powód to oczywiście chęć „wsadzenia” swoich ludzi. To nic nowego, tego typu akcje działy się od zawsze, choć jak mówiłem – miałem nadzieję, że ten rozdział już zamknęliśmy. Zresztą ostatnie zjazdy pokazały, że niektórym komendantom już tylko wydaje się, że sterują delegatami. Chodzą legendy o różnych składach, które się szykują do przejęcia władzy, mam olbrzymią nadzieję, że druga ekipa która przegrała na zjeździe (związana z RPM Ręka Metody) nie macza w tym palców, bo to byłby wg mnie już naprawdę mocny cios poniżej pasa. I znając wielu z tych instruktorów (i instruktorki) raczej wykluczam taką możliwość.

Powód #5 – Zła ocena działań GK

I teraz dochodzimy do punktu, wydawałoby się najsensowniejszego, czyli oceny działań członków Głównej Kwatery. Bo tak naprawdę to właśnie jedyny sensowny powód odwołania GK po dwóch latach. Przy czym jak zaznaczam, nie tylko „coś źle robią” – zwołanie szybszego zjazdu powinno NAPRAWDĘ mieć solidne podstawy. Nie wiem – totalna niegospodarność? Przekręty finansowe? Trudno mi prawdę mówiąc wymyśleć co jeszcze.

Centralna Komisja Rewizyjna nie udzialiła co prawda absolutorium pięciu członkom Głównej Kwatery, ale uwaga… także nie podała uzasadnienia!

Rozumiecie absurd sytuacji? Pomyśl, że zwalniają cię z pracy „BO TAK”. Albo obcinają ci premię nie mówiąc dlaczego. Obniżają ocenę na studiach nie mówiąc dlaczego. I tak dalej. Czy właśnie tego chcemy uczyć młodych instruktorów?!

Drogi delegacie, droga delegatko!

Ja wierzę w to, że delegaci to mądrzy ludzie reprezentujący swoje środowiska. Swoje hufce, swoich drużynowych, szczepowych. Nie dający się rozgrywać i wciągać w gierki. Szanujący demokrację i decyzje podejmowane na zjeździe. Zresztą ICH decyzje! Mam nadzieje, że nie dadzą się sterować, a może także jasno spytają komendy chorągwi: „Dlaczego zwołujecie zjazd nie tłumacząc nam swojej decyzji?”

Wierzę też w to, że wreszcie zmienimy strukturę organizacji, co zakończy tego typu gierki. Nazywajcie mnie naiwnym. Trudno.

A sytuacja jest o tyle poważna, że już w lato ma odbyć się u nas impreza światowego kalibru, czyli Europejskie Jamboree. Zmiana władz teraz jest naprawdę mocno absurdalna.