A więc miałem rację. Wtedy kiedy rozpoczęły się pierwsze głosy niezadowolenia po zlocie w Gdańsku jak i teraz, gdy grupka komendantów chorągwi postanowiła pociągnąć hamulec bezpieczeństwa i spróbować odwołać Główną Kwaterę. Zresztą pisałem o tym w poprzednim tekście – pod przykrywką różnych „niedociągnięć” i „zaniedbań” chodziło o jedno – o spór światopoglądowy. Bo jak pisałem on w Polsce jest, nasilił się w ostatnich latach i przeszedł na harcerstwo. Niestety. A może stety? Bo warto sobie wreszcie kilka rzeczy wyjaśnić.

Harcerstwo apolityczne?

To, że harcerstwo powinno być apolityczne powtarzamy jak mantrę od lat. Problem w tym, że nie zastanawiamy się co to właściwie znaczy. I to właśnie był temat ostatniego dość niefortunnego postu na profilu „Odpowiedzialnie za ZHP” założonego z tego co wiem przez rzeczonych komendantów. Pozwólcie więc, że wyjaśnię.

Apolityczny, to znaczy nie mieszający się do polityki. Nie popierający konkretnych partii politycznych. Nie mylmy jednak ŚWIATOPOGLĄDU z POLITYKĄ. Owszem, to drugie wynika częściowo z pierwszego. To znaczy ludzie o określonych poglądach i wartościach grupują się w partie polityczne, które walczą o władzę w kraju. Ale to nie znaczy, że gdyby nie było partii i polityków, to poglądy by nie istniały prawda?

Mamy więc osoby konserwatywne, uważające, że kościół powinien mieć dużo do powiedzenia w państwie, przeciwstawiające się zmianom, albo przynajmniej szybkim i gwałtownym zmianom, podkreślające zazwyczaj mocno kwestie narodowe, nie będące często zbyt otwarte do ludzi innych religii, czy orientacji seksualnych. Mamy też osoby na drugim biegunie, dla których nadrzędną wartością jest tolerancja wyznaniowa, tolerancja innych wyznań, czy orientacji. Osoby nie uważające, że „kiedyś było lepiej”, osoby optujące za szeroko rozumianymi zmianami. To oczywiście dość uproszczny model, należy dodać, że to nie są dwa pudełka (jak wynika z obserwacji prasy), a raczej pewne spektrum z centrum po środku.

I teraz tak, mamy w harcerstwie zarówno rodziców, jak i instruktorów mających różne światopoglądy. Oczywiście łączy nas (powinno łączyć?) Prawo Harcerskie i wartości z niego wynikające, ale nie łudźmy się, że opisuje ono wszystko co jest możliwe. I tak chociażby temat tolerancji wobec osób innych orientacji, czy też edukacji seksualnej będzie nas jako instruktorów dzielił. Po prostu.

Co z tym zrobić?

Wyjścia są właściwie dwa. Jedno to organizacja dość wąska, o określonym poglądzie na wiele tematów. Ja za taką organizację uważam ZHR. To oczywiście nie jest monolit, bo trudno tak u 20 tysięcznej organizacji, ale mimo wszystko ZHR zawsze jawił mi się jako dość konserwatywny – odwołujący się do „przedwojnia”, mający ciągle rozdzielność płci w drużynach i na obozach, wymagający, żeby instruktorzy byli katolikami. To dość jasna, chrześcijańsko-konserwatywna linia, która spowoduje, że część rodziców nigdy nie pośle tam swoich dzieci, część zrobi to z chęcią. I bardzo dobrze.

U nas to raczej niemożliwe. Przy ponad 100 tysiącach i braku dyskusji na takie tematy (zazwyczaj gramy wtedy w pomidora używając zamiennie „PH, metoda”) jesteśmy bardzo „rozlaźli” ideowo. Mamy więc instruktorów reprezentujących prawie wszystkie opcje – od tych mocno narodowych, po „tęczowych”. Aby uniknąć podziałów w takiej sytuacji należy zdać sobie z tego sprawę i trzymać się blisko centrum. I to moim zdaniem udaje się z powodzeniem kolejnym naczelnictwom. Oczywiście odrzucając  te postawy, które zbyt daleko od tego centrum odbiegają – chociażby instruktorów prezentujących poglądy nacjonalistyczne z jednej strony, czy komunistyczne z drugiej.

Oczywiście „centrum” to pojęcie względne, tak jak „średnia temperatura” to pojęcie względne. Dla Eskimosa 10 stopni powyżej zera to ciepełko, dla mieszkańca Afryki to ziąb. Mocne działania szeroko rozumianych środowisk prawicowo-konserwatywnych w ostatnich latach, oraz brak realnej lewicy przez wiele lat, spowodował, że sam fakt tolerowania osób o odmiennej orientacji seksualnej wydaje się już jakimś „skrajnym lewactwem”. Błagam, nie dajmy się zwariować. Jeśli chcecie zobaczyć skrajną lewicę, pojedźcie do innych krajów. Dwa tygodnie temu w Rzymie widziałem rzesze młodych ludzi z komunistycznymi flagami i symbolami idący na protestację. U nas tego nie ma.

Przyrównywanie socjaldemokracji, czy tolerancji do komunizmu jest jak przyrównywanie postaw chrześcijańsko-narodowych do państw wyznaniowych ISIS. Oba krańce to raczej nie jest kierunek który jako organizacji powinniśmy popierać.

Natomiast właśnie z naszych wartości JASNO wynika tolerancja – „Harcerz w każdym widzi bliźniego, a za brata uważa innego harcerza”. Nie przypominam sobie gwiazdki z dopiskiem „nie dotyczy osób o innym kolorze skóry, narodowości, religii czy orientacji seksualnej”.

Czy harcerstwo musi być konserwatywne?

Wiecie, ja ostatnio zacząłem zastanawiać się, kto i kiedy doszedł do wniosku, że harcerstwo musi być koniecznie prawicowe i konserwatywne. Bo to w sumie jakaś aberracja jest. Patrzę sobie na początki skautingu i myślę sobie, że BP wcale nie chciał konserwować przeszłości. Wręcz przeciwnie, on był dość postępowy i odważny. Kwestionował system edukacji, który zastał, wywracał wszystko do góry nogami proponując wyrównanie różnic klasowych (umundurowanie po to było, żeby tych różnic nie było widać), silnie akcentował szacunek do przyrody, co przecież wcześniej nie było tak oczywiste (oczywiste było raczej czynienie sobie ziemi poddaną). Jego idee były naprawdę dość rewolucyjne jak na tamte czasy i nie miały zupełnie zamiaru zachowywać tego co jest, czy co było, a być awangardą.

Wybraliśmy kierunek dawno temu

Osobom, które na siłę chcę obierać kierunek „kiedyś to było, dzisiaj młodzież czeka zepsucie” przypominam, że kierunek wybraliśmy dawno temu, wstępując ponownie do struktur WOSM i WAGGGS. A te organizacje dość jasno pokazują, w którym kierunku rozwija się skauting. W kierunku wartości XXI wieku takich jak braterstwo, czy tolerancja (tych, których zabrakło w XX wieku), w kierunku ochrony przyrody, równouprawnienia czy poszanowania innych kultur. Druhny i druhowie, skończmy wreszcie z tym rozdwojeniem jaźni. Albo jesteśmy w tych organizacjach, albo nie. Ja, jako były komisarz zagraniczny bardzo ten kierunek akceptuję i w tym duchu prowadziłem obie drużyny, których przez wiele lat byłem drużynowym.

Potwór gender nie zje naszych dzieci

Wspomniany fanpage w swoim niefortunnym poście (w którym pokazał też, że nie do końca rozumie jak działa Google) zaczął powoływać się na gazety i serwisy kojarzone dość mocno z konserwatywną prawicą popierającą Prawo i Sprawiedliwość, negująca wszystko co inne, używające słów „lewactwo” i „neomarksizm” na wszystko co nie po ich myśli. To nie dziwne, że serwisy te potępiły obecność Roberta Biedronia, czy tematy seksualne poruszane przez instruktorów.

Wybaczcie, ale to nie jest moje harcerstwo. Ani moje autorytety. I myślę, że nie są autorytetami dla sporej części z Was. Jeśli ZHP ma mocno skręcić w kierunku narodowym i konserwatywnym, to się chyba w nim nie odnajdę. Zastanówcie się jakiego harcerstwa chcecie.

Tym bardziej, że każdy drużynowy dobrze wie, że tematy seksu I TAK WYPŁYNĄ w drużynie. Zamykać oczy na nie może tylko osoba, która straciła zupełnie kontakt z harcerską rzeczywistością. Tak, na obozach, czy rajdach te tematy zawsze wychodzą i trzeba umieć sobie radzić. Nawet jeśli nie prowadzi się zbiórek na ten temat, to pytania takie pojawią się w rozmowach z drużynowym, czy przybocznym. I wbrew temu co życzą sobie „ordo iuris” czy inne ultrakonserwatywne organizacje, to nie są tematy na które rozmawia się tylko z rodzicami. Błagam, w wielu środowiskach rodzice nadal nie poruszają takich tematów. Wiele osób z nas dowiedziało się o większości „tych spraw” właśnie w harcerstwie. Niektórzy niestety w niezbyt udany sposób, co kończyło się niechcianymi ciążami czy innymi tego typu sprawami.

I błagam, to nie jest kwestia „pilnowania”. Moja ś.p. Babcia opowiadała jak przed wojną „chłopaki z męskiego obozu biegli do nich p ciszy nocnej przez cały las”.

Oddajcie harcerstwo dzieciom

Jest jeszcze jedna dość ważna sprawa. Napisałem kilkanaście lat temu felieton o takim właśnie tytule. Minęło 12 lat, a temat niestety nadal jest aktualny. Który nie byłby rok, grupy krzyczących pięćdziesięciolatków uzurpują sobie prawo do zarządzania tą organizacją i mówienie innym co jest dobre, a co złe. Pouczania i narzucania swoich wartości. Tak jest i tym razem. Rozumiem, że mało który dwudziestolatek będzie potrafił (a pewnie i chciał) zarządzać chorągwią, ale drodzy komendanci – wy nie jesteście wojskowymi komendantami, którzy zarządzają swoimi batalionami, tylko ludźmi, którzy mają pełnić służbę na poziomie regionu. Ale nie wpychać się do pierwszego szeregu.

Jako komisarz zagraniczny widziałem mnóstwo skautowych instruktorów w różnym wieku, także takich siwych, wąsatych klonów Baden Powella. Byli nawet na Jambo w USA. Tylko oni nie brylują z wyprężoną piersią niczym radziecka generalicja na przeglądzie wojsk, nie mówią młodym instruktorom co mają robić, nie uzurpują sobie prawa do rządzenia, tylko POMAGAJĄ. Stoją w drugim rzędzie, służą radą, doświadczeniem, pomocą. U nas mam wrażenie ciągle jest inaczej.

Ja też poczuwam się już bardziej do bycia harcerskim „staruszkiem”, ale nadal rozumiem potrzebę słuchania młodych, słuchania instruktorów liniowych. Ile pychy trzeba mieć, by samemu podejmować decyzję o zjeździe, bez konsultacji z drużynowymi? Jak bardzo trzeba być oderwanym od rzeczywistości, by oceniać zlot w Gdańsku nawet na nim nie będąc, albo nie pytając uczestników o zdanie? „Że za kolorowo, że za mało apeli, że za mało szyku” – ludzie, zejdźcie na ziemię! Harcerstwo nie jest po to, by przed wami maszerowały salutujące parady, tylko właśnie po to by dzieciaki wesoło spędzały czas, jednocześnie ucząc się i wychowując.

No cóż. Delegaci wybiorą. Mam nadzieję, że harcerstwo pójdzie w stronę przyszłości. Pamiętającej o tym co było, ale jednak przyszłości i zmian. Bo świat zasuwa do przodu bardzo szybko, a my w wielu obszarach z awangardy którą kiedyś byliśmy, staliśmy się muzeum figur woskowych. A ich miejsce jest w muzeum.

Hough.