Mundur harcerski to temat na który mogę rozmawiać godzinami. A może dniami. I w sumie – obok militaryzmu w harcerstwie, Boga i 10 pph to jeden z tematów na które rozmawiać może godzinami większość instruktorów. Problem polega na tym, że ilość mitów, niedopowiedzeń i legend wokół tego tematu może spokojnie konkurować z Baśniami Braci Grimm. Postanowiłem więc napisać na ten temat nieco więcej. Za chwilę opowiem dlaczego akurat ja.

Wstęp i kim jestem

Dla tych, którzy mnie nie znają – nazywam się Michał Górecki, w ZHP – z kilkuletnią przerwą – jestem od 1984 roku. Jednym z powodów mojego powrotu do harcerstwa (oprócz chęci pomocy w hufcu, gdzie obecnie zuchami są już moje dzieciaki) jest chęć dokończenia reformy mundurowej. Właśnie tworzę Zespół Mundurowy GK ZHP, który zajmie się pewnymi korektami w kwestii mundurów i doprowadzeniem do sytuacji, w której z mundurów jesteśmy zadowoleni bardziej niż obecnie.

O tym zadowoleniu napiszę jeszcze za chwilę, warto jednak na tym etapie dodać, że to jak mundury wyglądają obecnie, to w dużej mierze moja sprawka. Około 15 lat temu stałem na czele podobnego zespołu, który dokonał szeroko komentowanej reformy mundurowej. Sama reforma i jej przebieg to temat na długi, osobny tekst, ale tak to właśnie wyglądało – jako butny i pełen zapału dwudziestokilkulatek, przyszedłem do ówczesnego naczelnictwa mówiąc, że mundury są do niczego.

– Proszę, to zrób coś z tym! – usłyszałem.

– Potrzymaj mi menażkę! – odpowiedziałem 😉

I zrobiłem. I choć nie jestem zadowolony do końca z przebiegu reformy, to uważam, że zrobiliśmy wtedy naprawdę kawał roboty. Czego oczywiście nie mogą pamiętać dzisiejsi harcerze (bo byli za młodzi) a i z instruktorami różnie bywa, bo czas płynie i idealizuje przeszłość. Trochę więc też odniosę się do tego w obecnym tekście.

Żeby było jasne – chcę zmian. Uważam, że w wielu kwestiach nie doszliśmy gdzie się dało, a w wielu po prostu popełniliśmy błędy, czego nie zamierzam się wypierać. Mam obecnie więcej doświadczenia, tym bardziej że ostatnie lata spędziłem właśnie w branży tekstylnej – zawodowo.

Jednak tak czy inaczej czas wyprostować nieco legend i mitów zanim zaczniemy rozmawiać o czymkolwiek innym. A więc naprzód!

1. Kiedyś mundury były znacznie lepsze niż teraz! FAŁSZ.

Kiedy w okolicach roku 2000 przyszedłem do Głównej Kwatery, używałem – jak spora część harcerzy i instruktorów wówczas – przerobionej koszuli Bundeswehry. Dlaczego? Dlatego, że była o niebo lepsza od tego, co mieliśmy my. Ja pamiętałem jeszcze stare mundury Centralnej Składnicy Harcerskiej (te, które spierały się na biało), ale wtedy królowały już „musztardy”, czyli workowate koszule dystrybuowane przez Ka-De-Ha. Jeśli ktoś nie pamięta jak to wyglądało, mam gdzieś ekspertyzę instytutu włókienniczego z Łodzi, który ocenił tamte twory. To kilkanaście stron błędów we wszystkim – od kroju samej koszuli, po krój kieszeni, pach, aż po materiał. Materiał który był zwykłym bawełnianym drelichem, barwionym najtańsza możliwą metodą, przez co bardzo się spierał.  Drużyny były totalnie niejednolite – każde pranie zmieniało kolor munduru. Naprawdę wyglądaliśmy jak „armia zbawienia”. U dziewczyn było nieco lepiej, ale to był ten sam materiał.

To drużyna reprezentacyjna Chorągwi Stołecznej w latach 90. Sam byłem jej członkiem. Wyglądaliśmy lepiej niż 90% środowisk, bo bardzo o to dbaliśmy, ale nawet tu widać ciemne koszule (przerabiane z wojskowych), jasne CSH oraz ciemniejsze „musztardy”, w których kieszenie sięgały prawie do pasa. Fot z archiwum Roberta Borzeckiego.

A tu nagłówek Forum Mundurowego, na którym toczyło się mnóstwo dyskusji instruktorów, instruktorek, harcerzy czy harcerek. Po tym zdjęciu też widać feerię barw.

Nie wierzycie? Tyle było dyskusji 🙂

 

Przed reformą produkcja mundurów była zupełnie uwolniona, co skutkowało tym, że firmy biły się cenowo obniżając koszty. Kończyło się to szyciem po kosztach, ze starych materiałów, które gdzieś zostały, tak zwanych „stocków”.

Rozumiem, że wiele osób powie, że „kiedyś to było”, ale to nie jest ocena tych mundurów. To raczej ocena wspaniałej młodości, gdy trawa była bardziej zielona, a i włosów na głowie było więcej 😉

A materiał? Cóż. O tym w następnym punkcie.

 

2. Materiał jest coraz gorszy i nie jest to czysta bawełna! FAŁSZ.

A więc zacznę najpierw od tego, że mit o „wspaniałej bawełnie” to coś z czego trochę śmieje się każda osoba „z branży”. Ona wcale nie musi być najlepsza. Co więcej, wspaniałe „bundesy” są właśnie z elanobawełny, czyli mieszanki poliestru i bawełny! Tylko, że taka mieszanka jest… droższa. Znacznie droższa. Ale po kolei.

Obecny mundur, poprzedni mundur (KDH), a także jeszcze poprzedni (CSH) i prawdopodobnie jeszcze poprzednie, wykonane są z drelichu bawełnianego. Tak, to czysta bawełna, niestety niezbyt wysokiej klasy. Powód jest naprawdę prozaiczny – cena. Do ceny jeszcze dojdziemy, ale naprawdę to ona w dużej mierze ograniczała nas we wszelkich ruchach gdy wybieraliśmy nowy materiał.

Domieszka poliestru JEST DOBRA. To nie jest tak, że poliester dodaje się wtedy gdy chce się zejść z ceny. Po pierwsze nie da się go dodawać jakoś powoli, to kwestia konstrukcji nowej tkaniny. Która jest droższa już na poziomie samej „surówki”, ale drożeje przy farbowaniu – trzeba użyć barwnika do bawełny, a także drugiego, do poliestru. Dodatek poliestru powoduje, że tkanina mniej się gniecie, mniej się odbarwia i ogólnie może mieć lepsze właściwości.

My bardzo chcieliśmy zastosować taki materiał, ale znowu ograniczała nas cena. Uwaga, została uszyta partia mundurów z elanobawełny, ale było ich dość mało (jakoś ok 100 sztuk) i na tym poprzestaliśmy. Niestety materiał bardzo się pilił (mechacił), więc wróciliśmy do bawełny. Elanobawełna tej klasy jak w mundurze bundeswehry była poza naszym zasięgiem cenowym.

Tak więc jeszcze raz – materiał na mundury to czysta bawełna. Niewiele lepsza jeśli chodzi o sam materiał od tego co było wcześniej. Różnica jest taka, że jest lepiej wybarwiony, jest standard koloru, jest też lepiej wykończony po barwieniu (odporność na słońce itp). Ale nie ma siły, taki materiał zawsze będzie się odbarwiał.

I jeszcze jedna ważna kwestia. Materiał produkowany jest w Polsce, w tych samych zakładach, które produkują materiały dla sporej części naszych służb mundurowych i nie tylko.

3. Mundur nie oddycha, bo jest sztuczny! FAŁSZ

Kwestię składu materiału już ustaliliśmy. Jeśli nadal mi nie wierzysz, zadam proste pytanie – z czego robi się koszulki dla biegaczy? Ze 100% poliestru. Dlaczego nie z bawełny? Bo ona po prostu chłonie pot. Dobry materiał oddychający transportuje go na zewnątrz.

Ale oddychalność materiału to bardziej skomplikowana kwestia. Zależy też przede wszystkim od grubości (gramatury) materiału, a także splotu. I jest mierzona w odpowiedni sposób, na maszynie, która przedmuchuje przez niego powietrze. I teraz niespodzianka.

Byłem osobiście przy testach obecnego materiału. Nie wtedy – teraz. W styczniu 2020. I wiecie co? Ma on wyższą przepuszczalność powietrza niż obecne koszule wojskowe! Zdziwieni? Ja w sumie trochę też. Nie spodziewałem się aż takiego wyniku. Ale świadczy on o tym, że problem leży gdzie indziej. Gdzie? Choćby w grubości materiału.

4. Mundur jest za gruby! PRAWDA.

Grubość naszych koszuli, zwanych kiedyś bluzami, to oddzielna historia. No właśnie, zanim dokonała się ostatnia zmiana mundurów, górna część zwana była bluzą. I szyta była z materiału na bluzy. Grubość materiału określa się w gramach na metr kwadratowy, czyli waży taki właśnie kawałek materiału. Koszule (takie cienkie, noszone pod marynarki) mają bliżej 100 g/m2, natomiast bluzy 200g/m2 i powyżej. Nasza tkanina miała zazwyczaj ok 160-180 g/m2.

Tak, dzisiaj uważam, że to za dużo. Dlaczego jednak nie chcieliśmy pójść w cieńszy materiał? Bo „oddychalność” to nie wszystko. Cienki materiał bardziej prześwituje, ale przede wszystkim jest o wiele bardziej narażony na rozdarcia. Mundur to element który nosimy częściej i dłużej niż jakąkolwiek inną koszulę. Do tego niszczymy materiał przyszywaniem plakietek, dziurkowaniem w celu wkładania odznak. Przecieramy szelkami od plecaka, czasem biegamy po lesie, narażamy często na działanie potu. Dlatego też nie chcieliśmy zbyt cienkiego materiału.

Dziś wiem, że materiał powinien być cieńszy. Zresztą chcieliśmy to przetestować już wtedy – dlatego miały pojawić się koszule letnie. To właśnie na ich przykładzie mieliśmy przetestować czy lepiej sprawdzi się materiał grubszy, czy nie. Niestety z różnych względów musiałem zakończyć współpracę z GK, a przez kolejne lata praktycznie nikt się tego nie podjął. Może oprócz wodniaków – tam koszule letnie weszły i chyba się sprawdzają.

Ale to nie powinien być materiał jak na zwykłą koszulę – oprócz czynników o których pisałem wcześniej, dochodzi ciężar odznak, szczególnie Krzyża. Starsi pamiętają stare koszule instruktorskie, na nich właśnie te metalowe odznaki bardzo wisiały.

Obecnie prowadzone są prace nad mundurem z cieńszego materiału, w dodatku mającego odpowiednie atesty i próby.

5. Gdyby uwolnić produkcję mundurów, to byłyby one znacznie tańsze! FAŁSZ.

To jest jeden z ulubionych argumentów wygłaszanych przez zwolenników wolnego rynku. Wiadomo – konkurencja, te sprawy. Tylko… że nie. Przypomnę jeszcze raz jak to wyglądało wcześniej – konkurencja doprowadzała do sytuacji w której jakość mundurów była naprawdę słaba. Tu naprawdę nie ma wielkich kokosów do zbicia i wielkich marży. Za chwilę opowiem o składowych ceny.

Spójrzcie na wojsko. Tam wszystko organizowane jest w formule przetargowej. Czuwa nad tym cały sztab specjalistów, takich którzy tworzą specyfikacje, potem pilnują przetargów, potem odbierają produkty i oceniają zgodność. U nas nie ma takich zasobów i raczej nie będzie. Tym bardziej, że to nie jest kupowane na raz przez organizację, a przez rodziców, czy instruktorów. Stopniowo.

To nie jest tak, że konkurencja ZAWSZE prowadzi do zwiększenia jakości, czy spadku ceny. Ale właśnie, trochę o samej cenie.

6. Organizacja  / składnica zarabia krocie na mundurach! FAŁSZ

Ostatnio internet obiegłą informacja o tym, że mundur drożeje. Pojawiło się multum głosów o tym, że to drożyzna. Ale wiecie co? Gdy wchodziły nowe mundury i kosztowały 49 zł, też pojawiało się mnóstwo głosów, że to cena z kosmosu. NIE MA CENY, KTÓRA BĘDZIE WYDAWAŁA SIĘ FAIR. Tym bardziej, że jesteście przyzwyczajeni do cen towarów produkowanych w Chinach, czy Bangladeszu, często w warunkach urągających ludzkiej godności, to samo ze szwalniami. Dodatkowo często dostępne są produkty z wyprzedaży, które są jeszcze tańsze.

Mundury ZHP od początku miały być produkowane w Polsce, właśnie ze względów ideowych. Bo nasze wartości to nie tylko coś, co mruczymy sobie przy ognisku, prawda? 🙂

To teraz jeszcze raz wróćmy do materiału o który jest tyle krzyku. Wiecie ile kosztują super materiały wykorzystywane choćby przez wojsko, czy inne organizacje? Często powyżej 20, a nawet 30 zł za metr bieżący. Na mundur potrzeba średnio 1,5 metra materiału. Szycie? Z szyciem bywa różnie. Ale trudno, żeby szwaczka w Polsce, szyła coś za poniżej 10 zł. Szczególnie coś takiego jak koszula – z tyloma przeszyciami, czy kieszeniami. Tego nie robią maszyny. Dodajmy do tego hafty, guziki, nici, usztywnienie kołnierzyka. Potem transport, magazynowanie. Nie mówię o jakimś gigantycznym zysku, jedynie o kosztach. Ktoś mundury musi sprzedawać, choćby przez internet.

A gdy zsumujesz wszystkie koszty – dodaj podatki. I teraz serio, serio, chciałbym aby ktoś rozpisał mi taką kalkulację z której wynika finalna cena w graniach 50, czy nawet 60 zł. Brutto.

To trochę jak konkurowanie z AliExpress.

Nie znam dokładnie struktury kosztów 4 Żywiołów. Pracowałem tam 15 lat temu,współtworzyłem tę składnicę i pamiętam, że mundury to nie było coś, na czym robiło się kokosy. Ale to coś, czym musiała się zająć, bo to było w jej misji. Co więcej to naprawdę nadzorują jeszcze władze ZHP, których jednak trochę jest 🙂

7. Powinny być w takim razie droższe i tańsze mundury. NIE.

O ile jestem zdania, że możemy tak zrobić z kurtkami, czy innymi elementami stroju, o tyle taka docelowa sytuacja dzieliłaby harcerzy na gorszych i lepszych. Przypomnę tylko, że mundur powstał po to, by różnice majątkowe wyeliminować. By każdy czuł się równy. To jest trudne równanie, by to wszystko zebrać i skalkulować. Z jednej strony wszyscy chcą tanio, jak w lumpeksie, z drugiej jakość jak w sklepie outdoorowym. No niestety, nie ma jak.

To może być problem dla wielu środowisk, ale nie ma jasnego rozwiązania tego problemu. Może powinniśmy – jak wiele organizacji – patrzeć bardziej otwarcie na kwestie chodzenia w t-shirtach, zanim uda się zarobić na mundur? Może powinniśmy lepiej organizować akcje zarobkowe? Może wreszcie lepiej powinien działać rynek wtórny i obrót używanymi mundurami?

8. Trzeba zmienić spódnice damskie! PRAWDA.

Tu trzeba jasno przyznać, że spódnice udały się średnio. Założenie było dość jasne – mają się nie rozchodzić jak poprzedniczki (przy siadaniu w kręgu wszystko było widać), mają być ładne, mają być zarówno galowe jak i polowe.

To w ogóle trochę takie dążenie do niemożliwego – chcemy mundury dobre galowo i polowo, dla starych i dla młodych, dla szczupłych i mniej szczupłych. I tak dalej. To trochę utopia 🙁 Do tego ograniczenia cenowe materiału. Dzisiaj wiem, że powinny istnieć dwie spódnice – galowa i polowa. Pasująca nawet do tej samej koszuli. Wybierana wedle okazji i woli.

Oprócz tego ten krój po prostu nie jest do końca fortunny. Swoją drogą to miały być biodrówki (i znam kilka instruktorek, które je tak nosi), ale kupowane są złe rozmiary i noszone są one za wysoko. W sumie sama idea wkładania koszuli do środka biodrówek też jest zła. Cóż, nie przedłużając – temat jest do przemyślenia od nowa. I będą to robiły przede wszystkim kobiety, a nie my – faceci, bo to nie my w nich chodzimy 🙂 Tak, brane są pod uwagę spódnice ZHR, choć nie wszyscy są ich fanami. Ale to temat na osobny tekst i rozważania.

***

I to chyba na razie tyle. Mam nadzieję, że to rozwiało przynajmniej część mitów, które narosły wokół mundurów. Następnym razem napiszę o tym jakie są plany i co już się dzieje, a nieco się już dzieje 🙂